Nazwa: Anoyoichi Budokai Edycja: Nieznane Kiedy: Między Seru, a Buu Sagą Ilość uczestników: 16 Nagroda: Trening u Dai Kaio Obrońca Tytułu: Nieznane
Wprowadzenie
Turniej ten był swoistym odwzorowaniem Tenkaichi Budokai, panowały podobne zasady, podobna formuła, a także wyczuwalna była podobna atmosfera. Główna różnica, która dzieliła oba turnieje, to fakt, że Anoyoichi było rozgrywane w zaświatach i organizatorem był sam Dai Kaio. Podczas Dragon Ball'a mamy okazję uświadczyć dwóch tego typu turniejów, jednak jako, że ten drugi spotykamy jedynie w filmie kinowym (Fusion Reborn) to skupimy się na tym pierwszym. Tak więc jakim cudem trafiamy na mistrzostwa truposzy? Otóż nasz główny bohater, Son Goku, przenosi się z Seru Bombą na planetę Kaio, co doprowadza do śmierci mistrza, jego pomocników, a także samego Saiyan-jin'a. Ta pierwsza śierć wydaje się jednak dziwna - w końcu nie codzień umiera bóg! Nie bez echa odbiła się ta wieść w świecie Kaio i podczas wizyty North Kaio i Goku w Pałacu Dai Kaio, niebieski mistrz stał się obiektem kpin ze strony bogów innych galaktyk, a szczególnie odpowiednika z części zachodniej. Owe kpiny doprowadziły w końcu do idei turnieju, która spodobała się Dai Kaio. Smaczku dodawał fakt, że na przeciw sobie mogli stanąć Son Goku i nowy bohater - Paikuhan, który to chwile wcześniej pokonał bez problemu stwarzających problemy w piekle Seru i Freeze. Tak więc czekały nas pasjonujące zmagania rześkich truposzy, z okazji śmierci niebieskiego stwora zarządzającego północną częścią świata. Igrzyska czas zacząć!
Organizacja
Oczywiście Turniej, to nie tylko powiedzenie - "hej, choćmy walczyć" - ale za tymi walkami kryje się machina zarządzana przez organizatorów i wolontariuszy... przynajmniej za życia. Jak jest po śmierci? Zaraz po tym jak Dai Kaio z entuzjazmem zaakceptował pomysł rozegrania turnieju zaczęto myśleć o tym, gdzie ów turniej miałby się odbyć. Jak łatwo się domyślić w zaświatach jest sporo rzeczy ale wypaśnego stadionu gotowego do przyjęcia setek gości raczej nie uświadczymy. Nie można jednak zapomnieć, że organizatorem jest sam bóg! Stadion został zbudowany w 3 godziny (słownie: trzy, rzymskimi: III), czyli mniej więcej tyle ile zajmuje polskiemu drogowcowi odpalenie walca. Jednak to jeszcze nie koniec! Mimo, że stadion powstał tak szybko, to organizatorzy przepraszali za opóźnienia... naprawdę sytuacja nie z tej ziemi. A kogo przepraszano? Otóż na trybunach zasiedli wojownicy, którzy zachowali ciała po śmierci, jednak nie brali udziału w turnieju. Na macie mieliśmy za to okazję obejrzeć po czterech reprezentantów z każdej galaktyki, a więc o tytuł ubiegało się szesnastu zawodników. W narożnikach stali władcy galaktyk dający wskazówki swym podopiecznym, a na głównym tronie siedział Dai Kaio, do którego szkoły sztuk walki w nagrodę miał dołączyć zwycięzca turnieju. Na stadionie znajdowali się także kucharze, jednak im nie zazdrościmy, ponieważ w pobliżu był Son Goku... a jak mówi stare polskie przysłowie "Gdzie Goku, tam stos pustych talerzy". Ostatnim przedstawicielem organizatorów był Pan Grzybek, który komentował walki i prezentował zawodników. Ekipa w komplecie, a więc czas na zasady!
Zasady
Zasady nie były skomplikowane i niewiele różniły się od reguł w ziemskim odpowiedniku. Zaprezentowano nam je przed turniejem na nowoczesnej, ruskiej tablicy świetlnej z grafiką Pegazusową. Ale do sedna, oto owe zasady:
Każdy władca galaktyki wystawia czterech zawodników.
Czas walki jest nieograniczony.
Nagrodą w turnieju jest trening w szkole Dai Kaio.
Walkę przegrywa ten kto wypadnie z maty, rozpłacze się, albo podda.
Zakazane jest bicie po oczach, a także atakowanie innych czułych miejsc.
Sam regulamin jak się później okazało zawierał ponad tysiąc wpisów, jednak ilość osób umiejąca wymienić je wszystkie dorównuje ilości osób, które w gimnazjum przeczytały trzy razy Krzyżaków. Warto także zauważyć brak wpisu o śmierci przeciwnika, jaki występuje w Tenkaichi Budokai. Tutaj jednak walczą nieboszczyki, więc śmierć im nie grozi. Dodajmy, że rozgrywki odbywają się najzwyklejszym systemem pucharowym, a więc mistrz musi wygrać cztery walki. Przenieśmy się więc na matę!
Pierwsza Runda
Po przytoczeniu zasad komentator szybko podgrzał atmosferę na trybunach energicznymi okrzykami i od razu przeszedł do walk Pierwszej Rundy. Oto one:
Chapu Chan(Wschód) - Oribu(Północ)
Na pierwszy ogień poszedł znakomity przedstawiciel szkoły mistrza North Kaio - Oribu, który z wyglądu przypominał greckiego bohatera lub olimpijczyka. Naprzeciw solidnie zbudowanego zawodnika stanął Chapu Chan, wychowanek East Kaio Samy, który był zupełnym jego przeciwieństwem - niski, lekko grubawy, wyróżniający się długą brodą. Każdy powiedziałby, że pojedynek ten ma tylko jednego faworyta, jednak nasz mały przyjaciel miał dla Oribu niespodziankę - mimo krótkich nóżek potrafił on się poruszać tak szybko, że sprawiał wrażenie przebywania w wielu miejscach na raz. Chapu Chan szybko zastosował tę taktykę i Grek miał wielkie problemy z zadaniem jakiegokolwiek skutecznego ciosu. Niestety, gdy wojownik ze wschodniej galaktyki przystąpił do ataku Oribu wykonał szybki unik i Chapu Chan kolokwialnie mówiąc był tak szybki, że zderzył się z samym sobą. Mimo dłużącego się w czytaniu opisu, walka trwała jedynie piętnaście sekund i z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że nas rozczarowała. Jedyny plus wyniesiony z tego pojedynku, to fakt, że przyjaciel Son Goku i podopieczny dobrze nam znanego Kaito przeszedł do następnej rundy.
Catapy(Południe) - Son Goku(Północ)
Przyszła także kolej i na Songa. Oczywiście jego chyba nie trzeba przedstawiać, zaznaczę tylko, że nasz bohater podszedł do walki standardowo - z optymizmem, jednak skoncentrowany. Jego przeciwnik był ciekawą postacią, z wyglądu przypominał jakiegoś przerośniętego owada, posiadał także dziesięcioro krótkich, jednak rozciągliwych rąk, a także dwie solidne nogi i pancerz. I właśnie owe ręce zostały przez Catapy szybko wykorzystane - zawodnik złapał wzbijającego się w powietrze Saiyan-jina, a następnie uwięził go w pięciokrotnym uchwycie. Zawodnik z Południa miał teraz całkowitą kontrolę nad pojedynkiem - zachodzi pytanie, jak ją wykorzystał. Czy wykręcił przeciwnikowi ręce, aby ten się poddał? Czy wyrzucił go poza matę? Czy zaczął zadawać bolesne ciosy jedną parą dłoni? Czy obijał go o ostre skały? Nie, Catapy zrobił coś straszniejszego, zaczął... (...) ...Łaskotać! Son Goku cierpiał katusze, Oribu współczuł przyjacielowi, publiczność nie wiedziała co się dzieje, a Kaito "opuścił koparę" z zażenowania. Wiemy jednak, że Songo twardym zawodnikiem jest i pokonywał już większe przeciwności niż łaskotki... np. widok strzykawki, a więc mimo wszechogarniającego dziwnego uczucia gilania i dławiącego śmiechu postanowił podjąć walkę. Szybkie wyrzucenie z siebie energii i biedny Catapy wylądował na macie. Wydawało się, że pojedynek zaczynamy od nowa, a podburzony przedstawiciel południowej galaktyki pokaże nam kolejną ciekawą taktykę... Nasze niedoczekanie! Catapy pokazał taktykę, jednak nie było to coś, co chcieliśmy ujrzeć. Robal po prostu "strzelił focha" i zrobił sobie kokon. Okazało się, że zawodnik najzwyczajniej w świecie pod wpływem rozpaczy zaczął mutować. Na język narzucało się jedno pytanie - Ile potrwa mutacja? Gdy South Kaio Sama użył liczby "tysiąc dwieście" na trybunach dało się odczuć charakterystyczne coś oznaczane skrótem "wtf". Dai Kaio nie miał zamiaru czekać i ogłosił zwycięzcą Songa, który był strasznie zdziwiony całym obrotem sytuacji. Cóż, nie liczy się styl, a wynik.
Pozostałe walki rundy
Niestety, pozostałe walki było nam dane obserwować jedynie urywkami... a w zasadzie zbitką migawek pokazujących momenty zakończenia walk, przez co nie znamy ani par, ani imion pokonanych, a tym bardziej przebiegu owych walk. Wiemy jedynie, że do kolejnej rundy oprócz Son Goku i Oribu awansowali także Aqua, Frog, Paikuhan, Torubi, Mariko i Tapikar. A więc mamy już komplet Ćwierćfinalistów!
Ćwierćfinały
Na trybunach panowała już dużo żywsza atmosfera. W trakcie przerwy między rundami dawało się słyszeć krzyki z prośbami o jak najszybsze przejście do kolejnych walk. Emocje udzieliły się także czwórce trenerskiej, która zgodnie ze zwyczajem wdała się w spór i przepychankę słowną. Wszystko przerwał jednak Pan Grzybek, który spełnił oczekiwania fanów i zapowiedział pierwszą walkę ćwierćfinałową:
Torubi(Południe) - Tapikar(Zachód)
Na macie pojawili się Torubi i Tapikar. ten pierwszy przypominał troszkę mieszankę Coolera z pierwszą formą Seru, ten drugi był niziutki, ale za to super szybki - tak, tak, ja też tu widzę kopie pierwszej walki... Jednak ten pojedynek miał troszkę inny przebieg niż spotkanie Chapu Chana i Oribu. Otóż mały Tapikar zaczął biegać po macie jak oszalały, a biedny Torubi stał w miejscu, ponieważ nie był w stanie się nawet zbliżyć do przeciwnika. Gdy już się wydawało, że przedstawiciel zachodniej galaktyki z krążania po raz setny placu walki przejdzie do ataku, to... właśnie... Tapikar się... zmęczył! Kolejny raz na trybunach rozbrzmiało to coś, co nazwałem klasycznym "wtf" - choć nie, tym razem miało to wydżwięk "lol?". Jedyny Kaito, który ustał na nogach i zachował trzeźwość umysłu w tej sytuacji wniósł kulturalnym krzykiem wniosek formalny o przejście do następnej walki. Wniosek został przyjęty - wygrał Torubi.
Frog(Południe) - Mariko(Zachód)
Montażysta Dragon Ball'a tak bardzo chciał nam pokazać tą walkę, że pominął jej początek, oj nieładnie... Ale cóż, dołączamy się do tego pojedynku, gdy ubrana w damską koszulę nocną, chodząca na dwóch kończynach żaba leci z kopniakiem karate w kierunku niebieskiego, smokowato-nosorożcowatego kolesia, który lekko przypomina Girana znanego z 21. Tenkaichi Budokai. Niestety, ciosy płaza nie robią wrażenia na olbrzymie i koniec wydaje się bliski... Na szczęście żabol wyciąga asa z rękawa... a dokładniej z płuc. Wojownik zamyka usta i zaczyna się nadymać...? nadywyać...? W każdym razie zapowietrzać. Owe przepełnienie świeżym, rajskim powietrzem powoduje spory wzrost rozmiarów żabki. Nie tylko przerasta on swego przeciwnika, ale także ledwo co mieści się na macie! Mariko nie może sobie poradzić z tym balonem, jego ciosy nie przynoszą skutku, a ciało żaby powoli wypiera go za pole walki. Wtedy to zdesperowany wojownik z zachodu sięga po niekonwencjonalne rozwiązanie zaczerpnięte od Puidziana - unoszenie wielkogabarytowego przedmiotu do góry w celu oderwania go od ziemi i przejęcia nad nim kontroli, zwane w slangu Strong Manów... podnoszeniem. Następnie Frog zostaje podrzucony i latający balon w kształcie żaby wylatuje za matę po uprzednim uderzeniu się o jeden z kamieni wiszących nad stadionem. Diagnoza - przebicie żabiego udka... Francuzi na trybunach się cieszą, a Mariko przechodzi do następnej rundy.
Aqua(Wschód) - Son Goku(Północ)
Na ten ćwierćfinał chyba wszyscy najbardziej czekaliśmy, ponieważ przyszła kolej, aby Son Goku ponownie wdrapał się na matę. Mimo pierwszej walki wygranej w dosyć dziwnych okolicznościach, teraz mieliśmy nadzieję na piękny spektakl. Niestety, na przeciw Songa stanął rybopodobny facet o skromnej budowie i przestraszonej minie. Kakarotto, mimo że początkowo spojrzał z politowaniem na rywala, to od pierwszego gongu ruszył do frontalnego ataku. Niestety, nasz rybiasty przyjaciel stał dalej zdezorientowany i bez żadnej obrony przyjął bezpośredniego kopniaka w brzuch. W następnej scenie Aqua był już dobre 30 metrów nad ziemią i napędzany siłą ciosu Saiyan-jina leciał przez piękne, rajskie przestworza. W pewnej chwili, jakby coś go ugryzło, pozbierał się, zawisł w powietrzu i popadając w furię jednym mrugnięciem oczu zamienił matę w akwarium pełne wody. Cóż, Son Goku na pewno jest elastycznym wojownikiem, jednak nie możemy powiedzieć, żeby woda była jego naturalnym środowiskiem. Od tej pory Rybka zyskał ogromną przewagę i zaczął konsekwentnie obijać swego rywala. Przyparty do... wody Son Goku nie mógł się pogodzić z wizją porażki, oślepił więc przeciwnika dzięki Słonecznemu Kłowi, wyskoczył z baseniku i używając Kamehama popsuł akwarium wyrzucając rywala poza matę. Aqua, po walce w ramach nagrody od swojej wyrozumiałej trenerki, musiał tysiąc razy okrążyć stadion, a Son Goku awansował do półfinału.
Paikuhan(Zachód) - Oribu(Północ)
Po dotychczasowych dosyć... dziwnych walkach, teraz były podstawy, aby oczekiwać dobrego pojedynku. Na przeciw sobie stanęli największy mistrz galaktyki północnej Oribu i powszechnie szanowany Paikuhan, pod którego wrażeniem był nawet sam Son Goku. Ten drugi osobnik mimo zielonej skóry i lekkiego wychudzenia nie ustępował siłą mięśniakowi z północy, jednak nie siła, a szybkość będzie miała kluczowe znaczenie w tej rozgrywce. Zaraz po gongu obaj panowie pokazali jak bezkontaktowo potrafią przepchnąć przeciwnika przez pół maty. Następnie na dobre zaczęła się bitka... cios, unik, odskok, kopniak... zawodnicy tak szybko przemieszczali się w powietrzu, że nawet Goku miał problem nadążyć. Cios, unik, odskok, kopniak... publiczność zachwycona, mimo, że nic nie widzi, oprócz wypychów i migających ciałek. Cios, unik, odskok, kopniak... montażysta Dragon Ball'a miał do dyspozycji chyba jedynie 5 scen z tej walki, a przedłużał ją w nieskończoność. Cios, unik, odskok, kopniak... obaj nie dają za wygraną, walka cały czas na najwyższych obrotach. Cios, unik... a nie, tym razem nie było uniku... Oribu ląduje poza matą - po niezłej walce zwycięża Paikuhan i to on jest ostatnim półfinalistą.
Półfinały
Na polu walki pozostało już tylko czterech wspaniałych. Co ciekawe dwaj pochodzili z galaktyki południowej, trenerom z zachodu i północy udało się wprowadzić do półfinalu jedynie po jednym zawodniku. Najbardziej poszkodowana była East Kaio Sama, która nie mogła się cieszyć ze swojego przedstawiciela w tej fazie turnieju, a więc za karę zaczęła wymyślać podopiecznym dodatkowe ćwiczenia treningowe, przez które nie mogli oni obejrzeć ostatnich walk Anoyoichi Budokai.
Mariko(Zachód) - Son Goku(Północ)
Pierwsi na matę wyszli Mariko i Son Goku. Publiczność od razu skazała podopiecznego North Kaio Samy na porażkę, jednak walka na początku była wyrównana. Son Goku najpierw zaatakował, a potem sprytnie unikał ciosów olbrzyma... do czasu. Przy jednym z uników Saiyan-jin poślizgnął się i Mariko używając ogona wystrzelił biednego Kakarotta w przestworza. Chłopak leciał, leciał, leciał... aż olbrzym uznał go za tchórza i postanowił pomóc mu w powrocie na ziemię. Na to właśnie czekał Son Goku, gdy tylko Mariko pojawił się w jego zasięgu, Kakarotto odbił się od okolicznej asteroidy i przypuścił szarżę na biednego olbrzyma. Niestety, atak ten był na tyle powolny, że Mariko zdołał uzbroić się w głaz, który cisnął w kierunku nadlatującego przeciwnika. Songo zdenerwowany, że rywal próbuje przerwać mu sielankową próbę przejęcia inicjatywy, postanowił zniszczyć kamyk i oślepić całą widownie efektami specjalnymi, które przy okazji owego zniszczenia powstały. Po kilku chwilach wszyscy otrząsnęli się po wybuchu, jednak na macie znajdował się sam Son Goku - bez rywala. Zapanowała chwila grozy... Gdzie jest Mariko? Czy podzielił los Titanica, czy może tylko wyskoczył na papieroska? Nic z tych rzeczy, po chwili Kakarotto wyczuł ruchy olbrzyma i zasadził mu kopniaka prosto w nieczułą okolicę pachwiny. Następnie chwycił rywala za ogon, zrobił mu malutką karuzelę i bezczelnie wyrzucił poza matę. Biedny Mariko nie miał szans się obronić... taa, latać umiał, ale jakoś na to nie wpadł, żeby się wyratować... mniejsza ^^ - koniec walki, zwycięża Son Goku!
Paikuhan(Zachód) - Torubi(Południe)
Walka zapewne była świetna, zapewne zadano w niej wiele ciekawych ciosów i zapewne zasługiwała na miano półfinału, Zapewne... Otóż zamiast walki oglądaliśmy to, jak Son Goku wcina kolejne porcje nieziemskich posiłków... biedni kucharze... Cóż, jedyne co wiemy, to fakt, że wygrał Paikuhan, a Torubi został zniesiony z maty na noszach. Zawiedzeni? Ważne, że Songo się najadł przed finałem...
Finał
A więc przyszła pora na najważniejszą walkę, tytuł miał trafić albo w ręce Paikuhana z galaktyki zachodniej, albo w ręce Songa z... galaktyki ludzi spóźniających się na finał poprzez spożywanie pieczeni. Krótko mówiąc Kakarotto tak się przejął jedzeniem, że zapomniał o finale. Dopiero interwencja Kaito wyciągnęła Saiyan-jin'a na matę
Paikuhan(Zachód) - Son Goku(Północ)
Gdy już wszystko wróciło do normy przyszła pora na walkę. Wraz z wybiciem gongu Son Goku ruszył do ataku i wyprowadził kilka ciosów, które jednak nie zrobiły najmniejszego wrażenia na jego rywalu. W odpowiedzi Paikuhan najpierw wysłał Kakarotta w kosmos, a potem zaatakował pocikami KI. Tak zaczęła się długa wymiana ciosów, która była okraszona świetnym pojedynkiem szybkościowym. Potem nastąpił pokaz siły, panowie zaczęli przepychać się w klinczu od jednego końca maty do drugiego. Gdy już wydawało się, że Son Goku wypchnie przeciwnika z pola walki, Paikuhan wydostał się z opresji i wykorzystując chwilę spokoju postanowił zaatakować rywala psychicznie. Otóż jak się okazało ubranie, które zielony stworek miał na sobie ważyło tony, tak więc zdejmują je podopieczny West Kaio Samy nie tylko znacznie zyskał na szybkości, ale także pokazał przeciwnikowi, że wcześniejsze starcie było dlań tylko rozgrzwką... Na jego nieszczęście Son Goku był na to przygotowany - jego asem w rękawie okazał się poziom SSJ - teraz miała się zacząć prawdziwa walka.
Pojedynek psychologiczny wygrał zdecydowanie Songo, Paikuhan był nie tylko zaskoczony, ale także kompletnie nie wiedział jaką taktykę teraz przyjmnie jego przeciwnik. Kakarotto nie zamierzał czwlekać, od razu wykorzystał pociski KI, którymi ganiał rywala po macie. Szyvkość Paikuhana jednak pozwoliła mu w końcu wyrwać się z zabawy w kotka i myszkę i przejąć inicjatywę. Receptą na wielką energie Goku miały być wspaniałe uniki i nowa technika - Mega Cyklon. Początkowo Zielonemu udało się zaskoczyć Songa, był nawet blisko zwycięstwa, jednak wraz z mijającym czasem i narastającym bólem przybysz z Ziemi był coraz bliżej uwolnienia się z potężnej pułapki. W końcu Kakarotto skumulował energię i dzięki połączeniu Kaiokena i mocy SSJ poskromił tornado. Po krótkiej, aczkolwiek intensywnej wymianie pocisków i ciosów przeciwnikom ponownie zebrało się na pogaduszki i odpoczynek. Na trybunach zapanowało duch zdziwienia, połączony ze strachem i szacunkiem, a East Kaio Sama zafascynowana możliwościami finalistów zaproponowała przyznanie im nagrody exequo. Mimo, że nie poznaliśmy odpowiedzi na propozycję Wschodniej Władczyni, to Paikuhan przygotował odpowiedź na wytrwałość Songa. Nieudolny Cyklon zastąpić miała Błyskawica. Kakarotto szybko przekonał się o skuteczności tej riposty, otrzymał potężny cios i bezwładny wylądował w kraterze, którego mata zachowała jako pamiątkę po pięknym ataku Zielonego. Ledwo poobijany Kakarotto zdążył się podnieść i zastanowić co się stało, a już w jego stronę leciała kolejna Błyskawica. Tym razem jednak Saiyan-jin'owi udało się przygotować gardę i mimo przyjęcia ataku na siebie, szybko potrafił się podnieść i uciec przed dobijającym atakiem Paikuhana. Walka przeniosła się w powietrze, po krótkiej wymianie ciosów zderzenie pocisków KI wyrzuciło obu panów jeszcze dalej w przestrzeń kosmiczną. Obaj lecieli, lecieli, lecieli... byłoby tak pewnie bez końca, gdyby nie górne sklepienie od którego bez problemu się odbili i szybko przystąpili do kolejnych ataków. Widowisko nabrało rumieńców nie tylko dzięki coraz większej mocy, ale także dzięki zawrotnemu tempu, które nie dawało odetchnąć żadnemu z pretendentów. Znów po pięknej, długiej wymianie ciosów bezwładne ciało Songa zetknęło się z matą. Paikuhan postanowił dobić przeciwnika kolejną Błyskawicą, na jego nieszczęście Kakarotto zdążył przyjrzeć się już tej technice, bez problemu zrobił unik i Kamehamem z najbliżej odległości posłał kompletnie zaskoczonego rywala za matę. Mamy nowego mistrza!
Son Goku po krótkiej, przyjemnej rozmowie z Paikuhanem szedł udzielać wywiadu, Kaio cieszył się, że jego podopieczny wygrał, a publiczność skandowała nazwisko nowego bohatera, Niestety, radość trwała krótko, Dai Kaio Sama wypomniał obu zawodnikom dotknięcie górnego sklepienia stadionu, co zgodnie z paragrafem 1351 regulaminu turnieju dyskwalifikowało obu pretendentów. Kakarotto czuł się lekko zawiedziony, mimo to turniej dał mu potężną motywację do treningów. Jeżeli chodzi o Władcę Zaświatów realizator szybko rozszyfrował, że piękna idea sprawiedliwości i walki fair byłą tak naprawdę przykrywką... Jak się okazało Dai Kaio Sama najzwyczajniej bał się treningów z Goku i wykorzystał Regulamin dla swojej wygody.
Podsumowanie
Turniej ten niewiele wniósł do fabuły Dragon Ball'a, mimo to pozwolił nam poznać bliżej nie tylko zaświaty i ich mieszkańców, ale także układ wszechświata i boskie powiązania. Jeżeli chodzi o poziom zawodów to pierwsze walki na pewno zawodziły. Nawet półfinały nie dawały przesłanek ku uznaniu tego widowiska za udane. Jedynie finał pozwala nam twierdzić, że Anoyoichi Budokai może w jakikolwiek sposób konkurować z ziemskim odpowiednikiem (paradoksalnie...). Niestety, było także więcej wad. Scenariusz całego turnieju i odcinków go otaczających za bardzo sugerował nam, że Paikuhan jest największym rywalem Son Goku. Dzięki temu od razu mogliśmy założyć, że taki też będzie skład finału. Dodatkowo jedynym bohaterem z którym mogliśmy się w jakikolwiek sposób identyfikować był wspomniany Kakarotto (no może jeszcze, dzięki scenarzyście zdążyliśmy polubić Oribu), więc większość walk nie miała aż tak dużego dreszczyku jak walki Teamu Z. Mimo to turniej oceniam jako przyjemną innowację, która pozwoliła nam trochę oderwać się od ziemskich problemów. Przyznam jednak, że powtórzenie motywu turnieju w filmie kinowym nie przypadło mi do gustu, bo było to już swego rodzaju nadużycie. Na koniec może postaram się wynaleźć jeszcze jeden mały plusik - postać Dai Kaio Samy - osobnik barwny, z typowym dla Dragon Ball'owych staruszków poczuciem humoru i umiejętnością humorystycznego wykorzystania władzy dla swej wygody. Zresztą w "klimacie" Władcy Zaświatów był utrzymany cały turniej, co sprawiało, że słabe walki jakoś mogliśmy przełknąć. Podsumowując, solidny dostateczny plus, niestety do dobrego sporo brakło.
By Gengulo
Dodane przez Gengulo
dnia grudzień 18 2009 02:32:29 ·
5 Komentarzy ·
1383 Czytań ·
Komentarze
Gengulodnia styczeń 22 2010 03:41:53
Artykuł póki co bez obrazków, jednak pozwala mniej więcej zapoznać się z przyszłym wyglądem opisu turniejów. Aktualnie zamieściłem go jako oddzielny dzialik, jednak później, gdy zostaną dopisane Tenkaichi Budokai zostanie on wchłonięty do działu Turnieje. Miłego oceniania.